A gdzie życzenia?

Wytrzymam jeszcze te pół roku...
5-12-2008

15-11-2008

Czas płynie, latka lecą... Hehehe no dobra, może się troszkę zagalopowałem... hmm, nie wiem, jak bez kopyt mi się to udało... nie ważne. Jakby nie patrzeć, 5 grudnia pół roczku mi stuknęło. Do tego dnia, wiele się wydarzyło czyt. zdążyłem nieźle nabroić. No ale wszystko po kolei.

Swą opowieść zacznę od pomarańczowego tygryska. Nie będzie tu głębokiego przesłania, skomplikowanej fabuły, uroczych scenerii, ani nawet barwnych postaci. Właściwie nie wiem, czemu o nim wspomniałem... Już wiem. Bo fajnie wyszedłem na fotkach :)

A tak na poważnie. Zawsze jak na niego patrzę, to przypomina mi się Edek i ta mała dziewczynka. Spotkałem ją na podwórku. Jej mama wyprowadzała ją na dwór (to tak jak Pani mnie) i ona miała takiego tygryska - mi Pani nigdy nie pozwala zabierać zabawek na dwór - to nie fair :( No i ona sobie tak macha tym tygryskiem i nagle widzi mnie. Usiadłem. Jej mama pyta się, czy dziewczynka może do mnie podejść. No baa, pewnie że może. No i ona mi tego tygryska podsuwa pod nos. Ja niewiele myśląc, cap i siedzę z tygryskiem w pysku. Na to ona w krzyk: - Mamo! On ma Edka. On pożre Edka! Ratuj Edka! Hahaha, kupa śmiechu. Najsmutniejsze było to, że Edka musiałem oddać :(

           

16-11-2008

Były łzy, trochę ze smutku, a trochę ze szczęścia. Ze szczęścia to później były. Bo Pan z Panią postanowili zrobić mi dobrze. A jak można zrobić mi dobrze? No, dać duuużą michę dobrego jedzenia. Ale to jeszcze nic. Oni wybiegli nawet poza moje marzenia. Dali mi miskę, a w niej coś, czego jeszcze nigdy w życiu nie jadłem. Pieczone udko kurczaka. Ehh ta lekko zarumieniona, przypieczona skórka. Delikatne, różowe mięsko. Cieplutka, chrupiąca, pełna szpiku, kostka. No i soczysta chrząstka.. mmm, aż się zaśliniłem. Niestety, więcej kości drobiowej nie dostanę - ponoć się rozwarstwia i może mi pokaleczyć brzuszek, ale warto było ten jeden raz zaryzykować. Zresztą zobaczcie sami.

           

19-11-2008

Tak jak wspomniałem, zdążyłem też, w tak zwanym międzyczasie, troszkę nabroić. Jednak moi Państwo są bardzo wyrozumiali. Nawet na mnie nie krzyczeli.
           

22-11-2008

Jeśli śledzicie moje życie od początku, to pewnie już to wiecie, a jeśli nie, to Wam powiem. Uwieeelbiam papier. Szary, ozdobny, cienki, do d... tak tak. Ten też lubię - tylko czysty, a nie, zdjęty z papierzaka. No i wiecie, co z nim lubie robić? Haa no pewnie, że drzeć na małe kawałeczki. Tak małe, żebym już nie mógł ich złapać i wiecie, co z nimi później robię? Tak - sam je sobie zjadaj... Ja je rozrzucam po całym mieszkaniu. Moi Państwo znają na to mnóstwo określeń, z czego większość zaczyna się na literkę "B" - bałagan, barłóg, bajzel, burdel (ups). Ostatnio nauczyłem mojego Pana, że najlepszy jest papier do drukarek laserowych, format A4. A już delikatesem, są dla mnie, listy z banku. Mają taki specyficzny dźwięk podczas darcia. Jak jestem grzeczny, to dostaje kilka karteluszek do podarcia.
           

Pątnów - 24-11-2008

Dziś znowu miałem walkę. Moim sparing partnerem był Bajer. Się działo...
           
       
O tym Wam jeszcze nigdy nie mówiłem. Ale moi Państwo czasem mnie zabierają do wanny i kąpią. Robią to bardzo rzadko. Tylko jak jestem już naprawdę bardzo brudny np. po zabawie z Bajerem. Oni wiedzą, że nie wolno pieska za często kąpać. Mają specjalny szampon dla psów, taki co się sierść po nim błyszczy. Pewnie chcecie zobaczyć zdjęcia z kąpieli...? a figę zobaczycie - zboczuchy jedne - nic wam nie pokaże. No może kiedyś :)
           



Tworzenie stron WWW